menu close menu

Kazanie Pasyjne – Wielki Piątek 2017

Kazan. Pasyjne 2017 – Wielki Piątek

Już kilka niedziel rozważamy o cierpieniach Jezusa, ale te wszystkie doświadczenia,bardzo wielkie i bolesne były tylko początkiem, jakby wstępem do ogromu cierpień, które Jezusa miał znieść w ostatnich godzinach swojego ziemskiego życia.

Wyrok Piłata był krótki: „Pójdziesz na krzyż!” Żołnierze zdarli z Jezusa szkarłatną szatę i nałożyli Jego własna odzież. Z więzienia przyprowadzono dwóch złoczyńców, którzy z Jezusem mieli być straceni, z jakiegoś składu przyniesiono trzy krzyże i rozpoczęła się ostatnia droga, na śmierć, na stracenie.

Była godzina miedzy 10 a 11 rano, z siedziby namiestnika wyruszył smutny orszak. Pod strażą oddziału rzymskich żołnierzy, którymi dowodził oficer, setnik, posuwali się trzej skazańcy pochyleni ku ziemi, zgięci pod ciężarem krzyży. Wiedziała o tym cała Jerozolima, wszyscy powychodzili z domów i stojąc gromadnie wzdłuż drogi obserwowali pochód skazańców. Znajdowali się tam wrogowie, obojętni widzowie, ciekawscy, ja również sympatycy Jezusa, Jego przyjaciele i wyznawcy.

Jednak nikt nie wstawił się za Nim. Prawo żydowskie przewidywało, że interwencja choćby jednego człowieka mogła wstrzymać wykonanie wyroku; ale nikt się za Nim nie wstawił, opuścili Go wszyscy. Co prawa była tam Matka Najświętsza, Weronika, pobożne niewiasty…ale to były kobiety, One nie liczyły się w tamtej społeczności.

Pochód zmierzał poza miasto, tam na wzgórzu, w miejscu dobrze widocznym dla wszystkich przybijano skazańca do krzyża. Krzyż stawiano pionowo i rozpoczynała się największa męka, konanie trwające kilak godzin czy nawet kilka dni. Skazaniec ociekający krwią i potem, otoczony rojem much, spalony przez słońce południowe i gorączkę, umierał wyjąc z bólu i wściekłości, miotając najstraszniejsze przekleństwa i obelgi. Podobnie miało być z Jezusem. Pochód prowadzący Chrystusa dotarł na Kalwarię, żołnierze przystąpili do krzyżowania. Zdarto z Jezusa szaty i rozciągnięto na krzyżu. Bezlitośnie przybito do drzewa ręce i nogi. Był zwyczaj, że czasami podawano skazańcom napój złożony z mirry i wina, co oszałamiało i częściowo znieczulało na ból. Jezusowi również podano taki napój, on tylko skosztował, aby docenić gest szlachetnej osoby, ale nie pił, bo chciał cierpieć całkowicie świadomie.

Potem podniesiono krzyż, zaczęło się długie konanie. Jest prawdziwym człowiekiem, młodym, w pełni sił, ma ludzkie ciało, nerwy, umysł…Jego natura ludzka znosi teraz niepojęte cierpienia. Jednak Jezus zachowuje się inaczej niż wszyscy skazańcy. Nie wyje, nie bluźni, nie przeklina…ale cierpi w milczeniu. Pomimo olbrzymich cierpień jeszcze myśli o innych: modli się za tych, co Go ukrzyżowali, słucha modlitwy łotra, który uznał Go za Boga i obiecuje mu niebo. Pod krzyżem cierpi Jego Matka z innymi niewiastami i św. Jan Apostoł, Jezus patrzy na nich z miłością. Mówi do Matki „Oto syn Twój” a do ucznia „Oto Matka twoja.” Po oddaniu nam samego siebie na ostatniej wieczerzy, teraz oddaje nam swoją Matkę. Te słowa mają podwójne znaczenie: z jednej strony wyrażają Jego troskę o swoją Matkę, aby na ziemi nie pozostała sama po Jego śmierci, z drugiej Jezus uroczyście, jako swój testament przed śmiercią, ogłasza Maryję Matką wszystkich swoich wyznawców, których reprezentuje umiłowany uczeń, Matką całego Kościoła.

Jezus jest opuszczony i zdradzony przez ludzi…ale nie jest sam, jest z Nim Ojciec Niebieski…Ludzie zadali My tyle cierpienia, że Jego ludzka natura buntuje się, skarży się do Ojca słowami psalmu: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”, jednak Jezus nie wątpi w miłość swojego Ojca, Jego ostatnia modlitwa wyraża ufność i oddanie: „Ojcze w Twoje ręce powierzam ducha mojego”. Po tych słowach skonał. Skończyła się Jego męka, zgasły Jego oczy, umilkły usta, przestało bić kochające serce.

Umarł jako baranek Boży ofiarowany na ołtarzu krzyża…za zbawienie świata, za nasze grzechy, aby nam wysłużyć przebaczenie i niebo. Cierpiał i umarł, również dlatego, aby uświęcić nasze cierpienia i krzyże, aby nadać im wartość zbawczą. Życie każdego człowieka nierozłącznie związane jest z krzyżem, z cierpieniem…gdy patrzymy na nie tylko po ludzku, bez wiary, to nie mają one żadnego sensu, gdy przyjmujemy je z wiarą, gdy łączymy je z ofiarą Chrystusa, staja się drogą do pełnego człowieczeństwa i do zbawienia.

„Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” Łk 9, 23

Łatwo jest zachwycać się Jezusem uzdrowicielem, nauczycielem, czyniącym cuda…Wielkością jest jednak pójść za Jezusem wymagającym, żądającym zaparcia się siebie i rezygnacji z własnych planów oraz ambicji. Jezus jest inny niż wielcy tego świata, którzy zapraszają do naśladowania ich życia pełnego sukcesu i świateł reflektorów. Jezus zaprasza do życia cichego, ubogiego, pełnego trudów, niemniej  Jego zaproszenie jest prawdziwe. Wielcy tego świata obiecują radość. Na początku ją dają, tylko po to, by często doprowadzić do rozczarowań i łez. Jezus odwrotnie. Zaprasza do wysiłku, nawet jeśli trzeba będzie płakać, ale tylko po to, by potem dać szczęście. Wieczne szczęście.

Ojciec św. Franciszek w swoim pierwszym kazaniu powiedział takie mocne i trudne słowa, że „bez krzyża możemy być chrześcijanami, kapłanami, biskupami, nawet papieżami…ale nie jesteśmy uczniami Chrystusa”, uczeń Chrystusa to ten, kto potrafi zaprzeć się samego siebie, kto dźwiga swój krzyż i idzie za Jezusem. Jezus w swoim ziemskim życiu wypowiedział wiele doniosłych słów, dokonał wiele dzieł i cudów, ale zbawił świat i objawił dobroć i miłosierdzie Boże przede wszystkim w Wielki Piątek, przez swoją mękę i śmierć na krzyżu.

Dziś, gdy adorujemy Krzyż, pamiętajmy o tej wielkiej prawdzie, dziękujmy za dzieło zbawienia i prośmy, aby krzyż był dla nas święty, by był zawsze wywyższony w naszym życiu, by był naszą mocą i nadzieją, by był naszym przewodnikiem…bo tylko w krzyżu jest nasze zbawienie. Amen

Print Friendly, PDF & Email
15 kwietnia 2017 | Rozważania | 0

Komentowanie wyłączone

WP-Backgrounds by InoPlugs Web Design and Juwelier Schönmann