menu close menu

Kazanie z 13 maja 2017

W całej historii Kościoła było około 30 tyś. różnych objawień, bardzo znane na całym świecie są objawienia Jezusa Miłosiernego św. siostrze Faustynie, ale wg św. Jana Pawła II to Fatima jest najważniejszym objawieniem od czasów apostolskich. To orędzie jest skierowane do wszystkich pokoleń i należy do niego nieustannie powracać…aby uprosić pokój dla świata, aby przyśpieszyć triumf Niep. Serca Maryi, aby grzeszników ratować przed potępieniem i, aby każdy z nas się zbawił.

Te objawienia przemieniły nie tylko Portugalię, ale cały świat i ciągle przemieniają. Na pewno wszyscy w tej parafii, jakby w Fatimie Ziemi Bocheńskiej, bardzo dobrze znacie te objawienia, te prawdy ewangeliczne, które Matka Boża nam przypomniała, ale to za mało. Matka Boże pragnie, abyśmy je wprowadzali w życie, abyśmy postępowali wg Jej słów.

Wczoraj ojciec św. Franciszek w Fatimie kanonizował, czyli uroczyście, nieomylnie ogłosił nam, że dzieci, którym objawiała się  M. Boża Hiacynta i Franciszek są świętymi i należy do nich się modlić. Te święte dzieci są też dla nas najpiękniejszym przykładem, jak mamy słuchać Matki Bożej, jak mamy wypełnić Jej prośby.

Św. Hiacynta była najmłodsza z trojki wybranych dzieci, (urodzona 11. 03. 1910)w czasie objawień miała zaledwie siedem lat. Matka Boża obiecała jej, że niedługo pozostanie na ziemi, że wkrótce zabierze ją do nieba. Po objawieniach żyła nie całe trzy lata, zmarła 20. 02. 1920 r. Chociaż była jeszcze małym dzieckiem to również podjęła się pokuty i modlitwy za grzeszników. Tak bardzo była przejęta wizją piekła, że żadne umartwienie ani pokuta nie wydawały się jej zbyt wysoką ceną za zbawienie grzeszników. Mimo upałów mało przyjmowała napojów a większość posiłków oddawała biednym. Unikała słodkich owoców, które sprawiały jej tyle przyjemności, (była przecież małym niedożywionym dzieckiem), mniej się bawiła z innymi, godzinami się modliła za grzeszników i nigdy na nic się nie skarżyła.

W grudniu 1918 r. zachorowała na szalejącą wtedy w całej Europie epidemię „hiszpanki”, potem przyszło skomplikowane zapalenie opłucnej. Cały czas była radosna, rozmodlona, nadzwyczaj cierpliwa. Łucji wyznała: „Cierpię z miłości do P. Jezusa jako wynagrodzenie Niepokalanemu Sercu Maryi za nawrócenie grzeszników i za Ojca św.” W chorobie odwiedziła ją i Franciszka sama Matka Boża i powiedziała, ze wkrótce weźmie Franciszka do nieba a ją zapytała, czy chce nawrócić jeszcze więcej grzeszników, Hiacynta odpowiedziała, że chce cierpieć jak najwięcej. Potem zabrano ją do szpitala w Lizbonie, tam jeszcze więcej cierpiała, także z tego powodu, że była samotna daleko od swoich rodziców i rodzeństwa, że cierpiała i umierała w zupełnym osamotnieniu. Usunięto jej nawet dwa żebra, bez znieczulenia, bo miała słabe serce, zniosła i to cierpienie. 20 lutego powiedziała, że już bliska jest śmierci, poprosiła o spowiedź, wyspowiadała się na drugi dzień miała przyjąć Komunię św. ale już jej nie doczekała, w nocy M. Boża zabrała ją do siebie. Jej starszy o dwa lata brat (urodz, 11. 06. 1908) również po objawieniach bardzo się zmienił. Był bardzo cichy, opanowany, ustępliwy, wolał słuchać niż mówić…w czasach dziecięcych zabaw, nigdy się nie złościł, nie kłócił, chętnie innym przyznawał racje. Kochał zwierzęta, bronił je przed okrucieństwem innych dzieci. Dużo pracował i pomagał rodzicom.

Kiedy w czasie pierwszego objawienia M. Boża powiedziała, że Franciszek pójdzie do nieba, ale musi jeszcze wiele odmówić różańców, zaczął dużo się modlić, nieraz inne dzieci się bawiły a on szedł do kościoła i godzinami klęczał przed tabernakulum. Umartwiał się, nieustannie szukał okazji do pokuty i wynagradzania zagrzechy, podobnie jak dziewczynki przepasał ostrym powrozem swoje ciało. W czasie wrześniowego objawienia Pani pozwoliła im nosić powróz tylko w dzień a na noc zdejmować, Franciszek nigdy go nie zdejmował, dopiero przed swoją śmiercią oddał go po kryjomu Łucji. Podobnie jak Hiacynta zachorował na hiszpankę, znosił cierpienia bez słowa skargi. Chorował krócej od Hiacynty, trzy miesiące, w chorobie przyjął I Komunie św., która okazała się też ostatnią. Zmarł 4 kwietnia 1919 r, mając niespełna 11 lat. Śmierć jego była bardzo spokojna. Jego ojciec powiedział, że umarł uśmiechając się.

Drodzy Bracia i Siostry! Czy my dorośli, mamy taką dojrzałość wiary i człowieczeństwa jak te małe dzieci? Czy mamy świadomość grzechu jak one? Czy mamy tyle miłości do Boga i ludzi, aby dobrowolnie przyjmować umartwienia, nie narzekać, aby włączać się w dzieło zbawienia świata? Św. Jan Paweł II w Tarnowie w czasie beatyfikacji Karoliny Kózkówny napominał nas:„Czyż święci są po to, ażeby zawstydzać?Czasem konieczny jest taki zbawczy wstyd, ażeby zobaczyć człowieka w całej prawdzie. Potrzebny jest, ażeby odkryć lub odkryć na nowo właściwą hierarchię wartości. Potrzebny jest nam wszystkim, starszym i młodym. Tak więc święci są po to, ażeby świadczyć o wielkiej godności człowieka. Bł. Karolina, św. Dzieci z Fatimy nieraz nas zawstydzają i upominają swoim młodym i dojrzałym duchowo życiem, heroicznym życiem, abyśmy:
– jeszcze bardziej zawierzyli Bogi i Jego Matce Niepokalanej i naszą wiarę wyrażali w modlitwie (pacierz).
– abyśmy czynili pokutę za siebie i innych,
– i abyśmy nie zapomnieli, że i my jesteśmy powołani do świętości a najważniejszym celem naszego życia jest niebo. Amen

Print Friendly, PDF & Email
16 maja 2017 | Rozważania | 0

Komentowanie wyłączone

WP-Backgrounds by InoPlugs Web Design and Juwelier Schönmann