menu close menu

Wielki Piątek – 2020

    ” A Jezus skłoniwszy głowę oddał ducha ” – było to 3 kwietnia 33 roku o godz. 15.00.
Znane były różne sposoby krzyżowania. Jeden z nich przewidywał przymocowanie na krzyżu oparcia dzięki czemu krzyżowany mógł usiąść, a także wsparcie dla nóg. Ukrzyżowany mógł w ten sposób konać długo, nawet kilka dni. Arcykapłanom i zwierzchnikom ludu zależało na tym, aby śmierć Chrystusa nastąpiła jak najszybciej, jeszcze przed rozpoczęciem uroczystości paschalnych wieczorem w piątek. Dlatego ukrzyżowano Jezusa w taki sposób, który zapewnił najszybszy zgon, a więc bez podpórek pod siedzenie i pod stopy. Obie więc stopy przytwierdzone zostały jednym, wspólnym gwoździem.
Ukrzyżowany Jezus zwisał więc na ramionach. Ból paraliżował jego mięśnie, a płuca nie były w stanie pracować. Aby się nie udusić – zwalniał napięcie ramion, wspierał się na przebitych stopach, unosił się na nich o jakieś 30 cm i wówczas mógł odetchnąć, ale na bardzo krótko, bo jakże straszny był ból mięśni i kości wspartych na gwoździu i trzeba było ponownie zawisnąć na rękach – i znowu przeżywać męczarnie duszenia.
         Wyczerpany poprzednimi torturami, nie mógł zbyt długo ponawiać tych wysiłków. Nastąpiła więc śmierć z uduszenia. Całe ciało Jezusa pokryło się śmiertelną bladością. Rysy twarzy kurczyły się i zaostrzały. Wzrok znieruchomiał. Całym ciałem wstrząsnął dreszcz. Głowa pochyliła się na piersi.
         Tak umierał Jezus w pamiętny piątek 33 roku. Opuszczony przez przyjaciół, tych, których uzdrowił, których nakarmił na pustyni. Tylko nieliczni byli pod krzyżem do końca: Jego Matka, Jan Apostoł, Maria Magdalena…
Bracia i siostry! Pomyślmy: czy nie jest podobnie i dzisiaj? Choć wiemy, że z przyczyn choroby – pandemii, ale czy nie tak samo jak 2000 lat temu Jezus w Wielki Piątek w naszych świątyniach sam, opuszczony – tylko nie liczni są fizycznie obecni. Choć wiemy, że takie zalecenia i tak trzeba, bo życie, zdrowie musimy chronić, ale czy ta sytuacja nie spowodowała, że Jezus został w naszych świątyniach sam? Owszem, mamy możliwość uczestnictwa prze środki społecznego przekazu, ale to już nie to samo. Mimo wszystko my wszyscy wspólnie przeżywajmy tamte zbawcze wydarzenia i odpowiedzmy sobie: czy potrafimy miłością odpowiedzieć na wielką miłość Jezusa.
Do nas wszystkich mówił „Jeśli kto chce pójść za mną niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje.” Nie mógł inaczej powiedzieć, gdyż i On przyszedł aby wziąć krzyż cierpienia i śmierci. Dla nas, będzie to krzyż codziennych obowiązków, czyli różnych zadań, kłopotów w pracy, w szkole, trud wychowania dzieci, niekiedy brak pieniędzy na elementarne potrzeby, słabe zdrowie czy niewygodne  sąsiedztwo i przede wszystkim dziś pandemia. Niekiedy jest to bardzo ciężki krzyż, wydawać by się mogło, że nie do uniesienia. Ale jeśli będziemy prosić Boga, to zawsze da nam  tyle sił byśmy ciężar tego krzyża unieśli. I żeby to doświadczenie umocniło naszą wiarę.
         Pewna matka stawała się dziwnie niespokojna, gdy upływały miesiące bez większego zmartwienia. Mówiła wtedy „dzieci uważajcie, bo przyjdzie krzyż „, a kiedy on już się zjawił stawała się spokojna, bo znała jego wymiary i konkretny kształt. Trzeba było wtedy tylko zmobilizować siły, umiejętnie ująć ten krzyż i sprostać zadaniu jakie stawia Bóg.
Znacznie łatwiej żyć temu, kto się liczy z możliwością krzyża w swoim życiu, niż temu kto go wyklucza i od krzyża ucieka, bo ciągle się martwi by go krzyż jakichś zmartwień nie dosięgnął.
         Bracia i siostry! Całe nasze życie jest stopniowym umieraniem na krzyżu. Nie da się tego krzyża odłożyć przy 5 albo 10 stacji. Krzyża nie bierze się po to, aby sobie go ponieść, krzyż się bierze po to, by na nim umrzeć. Pod krzyżem czy na krzyżu swoich obowiązków masz poświęcić swoje zdrowie, siły aż do końca, bo przecież każda praca, każde spełnianie codziennych obowiązków przecież kosztuje. Codzienna praca zużywa nasze siły i zdrowie. Ale szlachetnie jest poświęcić swoje życie dla dobra rodziny czy wspólnego dobra niż stracić je na pijaństwie, przez pielęgnowanie nałogów, przez głupotę czy brak wyobraźni.
         Pewien ojciec wracając od rzeźbiarza niósł metrowej wysokości krzyż, obok niego kroczył 6 letni synek. Zmierzali właśnie do swego niewielkiego domku, który wybudowali pod lasem mając na uwadze rodzinny wypoczynek w czasie wakacji i ferii. Obserwował ich sąsiad, który właśnie na sąsiedniej działce wykończył już swój domek i cieszył się perspektywą wygodnego i beztroskiego życia z dala od wielkiego miasta. Kiedy przechodzili obok, on zdziwiony pyta: „A po cóż ten krzyż niesiesz do swego domu „czy nie wystarczy, że masz go w mieszkaniu w bloku? A wtedy ów ojciec odpowiedział „jeśli ja go nie wniosę, to on sam przyjdzie. Ot krótka sąsiedzka wymiana zdań, o której się szybko zapomina. Upłynęło kilka miesięcy, a pogotowie odwiozło sąsiada w ciężkim stanie do szpitala. Wtedy mały synek przychodzi do taty i mówi: „Tatuś miałeś rację, ten pan nie wniósł krzyża do swego domu, to krzyż sam do niego przyszedł”.
         Najmilsi! Wydarzenie to mówi o dwóch postawach wobec nieszczęścia i kłopotów które niesie życie. Jedna: to postawa zamkniętych oczu, ucieczki w iluzję i szukania takiego życia by nie było w nim miejsca na krzyż i cierpienie. Jest to postawa dość częsta, bo dziś prawie każdy pragnie żyć wygodnie i szczęśliwie, ale jest to postawa tragiczna, bo zawsze kończy się wielkim rozczarowaniem. Na ziemi nie da się stworzyć takiego domu, do którego nie ma wejścia cierpienie, różne zmartwienia czy krzyż codziennych obowiązków. Można przypatrzeć się sytuacji w dzisiejszym świecie: wydawało się, że człowiek potrafi wszystko, że dla niego nie ma rzeczy niemożliwych, a tu nie może znaleźć lekarstwa na koronawirus. Dlatego trzeba nam wpatrywać się w postawę Chrystusa, który z wielką miłością i pokorą przyjął krzyż na swoje ramiona i dźwigał go do końca. Trzeba nam z krzyża Chrystusowego czerpać siły do codziennych obowiązków, bo w krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka. Kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie. W tym znaku na pewno zwyciężysz. Amen

Print Friendly, PDF & Email
10 kwietnia 2020 | Rozważania | 0

Komentowanie wyłączone

WP-Backgrounds by InoPlugs Web Design and Juwelier Schönmann